„A może by tak rzucić wszystko i wyjechać na Camino?” – życie hospitalery w albergue w Hornillos del Camino na Camino Frances

CaminodelavidaAlbergue, News, Peter Alex, Trasa Camino FrancesLeave a Comment

Monika Marchlińska - www.farbowane-rzesy.pl - Hornillos del Camino

Spodobał Ci się wpis? Podziel się nim na:

Zainfekowani Camino de Santiago. Na przestrzeni ostatnich 13 lat prawie 2,5 mln osób ze świata i blisko 25 tysięcy z Polski przemierzyło szlak świętego Jakuba w Hiszpanii i otrzymało potwierdzenie jego ukończenia. Na pewno przejście szlaku u większości pozostawia niezapomniane przeżycie czegoś wielkiego. Wielu z nich wraca na szlak, jednak jak wielu nie wiadomo. Jedni pielgrzymują po raz kolejny a inni powracają, aby służyć współpielgrzymom jako hospitaleros.

Taką osobą jest Monika, dla której życie uległo zmianie po pokonaniu Camino Frances z Pamplony do Santiago de Compostela. Wystarczył jeden raz, aby „caminoza” zaatakowała. Parafrazując kwintesencję dowcipu „a może by tak rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady?” – jej się to udało. Pielgrzymując Drogą św. Jakuba podjęła decyzję, aby zrezygnować z pracy i przenieść się do Hiszpanii, właśnie na Camino, które zawładnęło nią całkowicie. Większość marzycieli zostawia swoje pragnienia w sferze wyobrażeń, a ona zrealizowała swój plan.

Nie była to ucieczka. Nie było to też łatwe. W Polsce zostawiła spore grono przyjaciół oraz pracę, którą lubiła. Dodatkowo pewnym wyzwaniem był pies – 7 letnia labradorka wabiąca się Fiesta. Właśnie ze względu na psa wybrała się do Hiszpanii samochodem i wylądowała w końcu w Hornillos del Camino.

Całe Camino było dla mnie cudownym przeżyciem, mimo bólu i zmęczenia poznałam tu cudownych ludzi, a także i siebie bardziej. Pomyślałam więc, że na początek chcę przenieść się właśnie tutaj. Odpowiada mi międzynarodowy klimat i skupienie na drugim człowieku.Monika Marchlińska

Miejsce na wolontariat na Camino de Santiago znalazła poprzez portal workaway.info. Prezentuje on ogłoszenia z całego świata na temat pracy w zamiar za zakwaterowanie i wyżywienie. Udało się jej znaleźć miejsce, gdzie są potrzebni wolontariusze na Camino i trafiła pod skrzydła Inmy, która zarządza albergue w Hornillos.

„Mieszkam w domu Inmy, mając to szczęście, że miała kiedyś wegańską restaurację, co dla mnie jako wegatarianki jest rajem na ziemi, Inma codziennie gotuje. A jeśli zdarzy się, że akurat nie gotuje, to sąsiadujemy z koreańską restauracją, gdzie zawsze możemy coś zjeść. W ogóle żyjemy trochę jak w komunie, nasz dom jest bliźniakiem połączonym z domem właścicieli koreańskiej restauracji (a właścielami jest małżeństwo – Hiszpan z Irlandką, kucharz na szczęście jest już Koreańczykiem), u nas ekipa z albergue, a tam ekipa z restauracji, też z wolontariuszami i pracownikami.”Monika Marchlińska

Dzień pracy w albergue zaczyna się od godziny 8:30 i sprzątania kuchni, łazienek oraz dormitorium. Zamiatanie i mycie podłóg. Wymiana poszewek na poduszki i materace, które dodatkowo są wyposażane w jednorazowe komplety prześcieradełek wydawane każdemu pielgrzymowi. Schronisko jest otwierane od godziny 12:00, a pod drzwiami zwykle ustawia się już kolejka. W sezonie zapełnienie całego albergue zajmuje czasami 45 minut od chwili otwarcia.

W schronisku są 32 łóżka plus dwa łóżka rozkładane, które hospitaleros udostępniają pielgrzymom, gdy nie ma już miejsca. Łóżka są typowe – piętrowe i rozmieszczone w trzech pokojach, a w każdym z nich jest łazienka z prysznicami. Co istotne dla pielgrzymów niskobudżetowych oraz dbających o pierwotny charakter wędrowania, albergue ma kuchnię. Znajdziecie w niej kuchnię gazową, mikrofalówkę, czajnik bezprzewodowy oraz całą resztę standardowego wyposażenia umożliwiającego ugotowanie posiłku. Dla leniwych są automaty z kawą i napojami oraz automatyczna pralka, z której można skorzystać za 3 EUR. Również 3 EUR kosztuje śniadanie, na które codziennie serwowane są tosty, dżemy, czekolada do smarowania, herbata, kawa, ciastka i – co unikatowe na Camino – musli z mlekiem.

Sprzątanie i obowiązki meldunkowe hospitalery nie zajmują dużo czasu. To zaledwie 4-5 godzin dziennie. Jednak każdy dzień jest wypełniony rozmowami z pielgrzymami. A w tym albergue trzeba rozmawiać, ponieważ nie ma WIFI. Zresztą bycie podłączonym do sieci staje się na Camino znakiem naszych czasów. W 2010 roku, gdy WIFI było rzadko spotykane w albergue, jadłodajnie i salony były pełne pielgrzymów, którzy rozmawiali o życiu i Camino. W ostatnich trzech latach jednak wraz z postępem infrastruktury pielgrzymi siedzą i rozmawiają, ale przez internet na komunikatorach w mediach społecznościowych, przez skype, whatsappa czy vibera. Znaczące są słowa padają w filmie „W międzyczasie”„to bardzo ważne, aby się odciąć, aby się połączyć”.

W schroniskach bez WIFI łatwiej o interakcję z pielgrzymami, którzy odkrywają drugiego człowieka. Każdy dzień przynosi nowe historie i spotkania. Choćby 83 letniego Włocha, który nie zważa na to, że nie mówisz w jego języku, ale ważne, że on może Ci powiedzieć coś dla niego ważnego.

Monika będzie wolontariuszką w Albergue Municipal de Hornillos del Camino do końca lipca, a jej historię związaną z tym miejscem możecie śledzić na blogu www.farbowane-rzesy.pl. Jeśli zdarzy Wam się zawitać i znaleźć nocleg w Hornillos, to pamiętajcie o pozdrowieniach i podziękowaniu za jej wolontariat.

Spodobał Ci się wpis? Podziel się nim na:

O Autorze

Caminodelavida

Facebook Twitter

Caminodelavida to portal informacyjny o Drogach świętego Jakuba w Polsce i Camino de Santiago na świecie. Pełni rolę internetowego biura informacji, a redaktorzy realizują misję wirtualnych hospitaleros.

Imię (wymagane)

Adres email (wymagane)

Treść wiadomości