Dzień Św. Jakuba, czyli jak sacrum łączy się z profanum

Eliza SzymaniakNews1 Comment

Fuegos del Apostol

Odpust w Hiszpanii to nie stragany ze szczypkami i tandetnymi zabawkami dla dzieci. Odpust w Hiszpanii to fiesta całego miasteczka. Najczęściej jest to dzień wolny od pracy zakończony werbeną, czyli koncertem podczas, którego wszyscy mieszkańcy (bez względu na wiek) spotykają się na głównym placu, aby razem potańczyć. Zespół gra aktualne przeboje muzyczne oraz tradycyjne. I tak wszyscy mieszkańcy Galicji podczas fiestas tańczą pasodoble. Nie jest też rzadkością, że na zakończenie odpustu organizowany jest pokaz sztucznych ogni.

Fuegos z Santiago de Compostela zawsze słynęły ze swojej wyjątkowości i przyciągały tłumy nie tylko pielgrzymów, ale i Galisyjczyków, którzy chcieli zobaczyć ten niezwykły spektakl. Centrum wydarzenia zawsze był Plac Obradoiro, a głównym bohaterem katedra. Z jej wież wylatywały kolorowe wielokształtne ognie i oświetlały całe Santiago. Zawsze zachwycały i mogły być podziwiane nie tylko z centrum, ale też z parku Alameda oraz innych punktów miasta. Tak było jeszcze 4 lata temu kiedy po raz pierwszy uczestniczyłam w Fiestas de Apostol. Później w 2010 roku z okazji Roku Świętego zmieniono charakter Fuegos i tradycyjne sztuczne ognie przemieniły się w audiowizualny pokaz na głównej fasadzie katedry.

Trzeba przyznać, że jest to niezwykły spektakl opowiadający za każdym razem jakąś historię, czy to historię katedry, czy świętego Jakuba czy nawet historię Hiszpanii. Dźwięk, światło, kolor sprawiają, że oglądając to nie jeden raz ciarki po plecach przechodzą. Piękne i warte zobaczenia. Niestety możliwe do zobaczenia jedynie na Placu Obradoiro. Do Alamedy nie dociera już głos, większa część katedry jest niewidoczna. W Roku Świętym i później w 2011 z okazji 800-lecia katedry pokaz był powtarzany przez cały tydzień, więc jeśli nie udało się dostać 24 lipca pod samą katedrę, można go było zobaczyć innego dnia, przy mniejsze ilości osób. W ubiegłym roku jednak Fuegos zostały zaprezentowane tylko raz, a władze miasta nie ukrywały, że głównym tego powodem był kryzys i oszczędności. Na Plac Obradoiro wpuszczano wtedy miej więcej od godziny 19:00, sprawdzając dokładnie co było wnoszone i czy nie zagraża w żaden sposób bezpieczeństwu pozostałych osób zgromadzonych na placu. Najdziwniejsze było, że ochrona nie pozwalała wnosić ze sobą butelek z wodą czy innymi napojami. Skutkiem tego wiele osób nie doczekało do północy i z powodu omdleń musiało wcześniej opuścić plac. Nie wiem jak rozwiążą tę sprawę w tym roku, ale jeśli planujecie uczestniczyć we Fuegos, koniecznie weźcie ze sobą jakieś nakrycie głowy,  żeby dotrwać do pokazu.

Uroczystość Św. Jakuba to jednak nie tylko pokaz ogni, to też wesołe miasteczko, które pojawia się w tych dniach na Alamedzie. Pamiętam mój pierwszy spacer wśród tych kolorowych karuzel cztery lata temu. Byłam zachwycona! Przeważały atrakcje dla najmłodszych, ale tak naprawdę każdy mógł znaleźć tam coś dla siebie. Wchodząc coraz wyżej po wzgórzu Alemedy zatapiałam się w ten krzyczący i świecący świat, mijałam sprzedawców kolorowych balonów, stoiska z watą cukrową i karmelizowanymi orzechami. Głośna muzyka i nawoływania miały zachęcać potencjalnych klientów. Wydawało się, że weszłam do jakiegoś bajkowego świata, gdzie tym co najbardziej świeciło, były oczy małych dzieci, proszące rodziców o kolejne wejście na karuzelę. Zatapiałam się coraz bardziej w Alamedę i zbliżałam do górującej już od kilku dni nad Santiago Norii. Jej intensywna zieleń kontrastowała z błękitem nieba i zachęcała, żeby wejść, zamknąć się w jednym z jej wagoników i poszybować w górę. Warto, bo z góry Santiago wygląda bardzo pięknie.

Z kolei w dolnej części parku rozbite sceny i namioty zachęcają do tańca i do ochłodzenia się calimocho (winem z colą) i mojito. Tak, klimat na Alamedzie w tych dniach jest wyjątkowy i nie ma wiele wspólnego z odpustem ku czci Apostoła.