U celu

Piotr DrzewieckiPeter AlexLeave a Comment

W Piśmie Świętym jest napisane: „Ostatni będą pierwszymi” (Mt 20,16). Gdyby tak odczytywać dosłownie te słowa, to można by pomyśleć, że nas to nie dotyczyło. Kładąc się jako ostatni zawsze również wstawaliśmy jako ostatni. Tak było i tego dnia. Z hali sportowej byliśmy niemalże wyrzucani, i musieliśmy ją opuścić około godziny 9:00. Jednak zwyczajnie nie chciało się nam kończyć tej wyprawy, pielgrzymki, podróży…

Dzień można określić krótko mianem spacerowego. Tempo było spacerowe, nasze myślenie również. Niecałe 14 km a potrzebowaliśmy aż 6 godzin na ich przebycie. Tłum pielgrzymów urósł do niebotycznych rozmiarów. Żeby wyprzedzić kogoś trzeba było mówić przepraszam! Jednak zdarzały się też miejsca wśród otoczonych eukaliptusami wąwozów, gdzie nie było żywej duszy… by po chwili pojawili się tam kolejni pielgrzymi…

Próbowaliśmy się niczym owieczki wyrwać na wolność z tego tłumu ludzi, jednak nie było to możliwe.

 Natknęliśmy się tego dnia na pielgrzymkę, która wędrowała aż z Lourdes i przez Santiago do Fatimy. Byli to głownie starsi ludzie niosący wielki krzyż, chorągwie i  obrazy.

Spotkałem także dwie siostry, Polki, które pielgrzymowały razem do Santiago. Stały nad jakimś strumieniem i zastanawiały się nad zrobieniem zdjęcia. Wtedy odezwałem się w ojczystym języku z propozycją, że zrobię im zdjęcie. Zaskoczyłem je, bo rodak, i to w dodatku tak daleko. Widziałem też całe rodziny pielgrzymujące do Św. Jakuba. Małe dzieci niesione przez rodziców w specjalnych nosidełkach.

U stóp Monte do Gozo znajduje się wielka tablica informująca o kierunkach i lokalizacji poszczególnych miejsc. Nas interesowało Centro de Peregrinacion Juan Pablo II prowadzone przez O. Romana Wcisło. Przed wyruszeniem na Camino tylko na podstawie kontaktu mailowego obiecał nam nocleg i słowa dotrzymał. Zajęli się nami wolontariusze Halina i Mirek, których okres służby przypadł na drugą połowę lipca. Dziękujemy Wam z całego serca za troskę i poświęcenie, odwalacie świetną robotę. W Centrum znajduje się polskie albergue zlokalizowane w  dwupiętrowym budynku. Pozostałe przeznaczone są dla zorganizowanych grup pielgrzymów. W głównym gmachu znajduje się jadalnia oraz biura i sale konferencyjne. Na terenie ośrodka jest także mała kaplica, w której odprawiane są msze święte dla pielgrzymów.

Wziąłem prysznic, zrobiłem pranie i pospacerowałem sobie trochę po ośrodku. Dzięki Opatrzności udało nam się błyskawicznie dotrzeć do Santiago. Tam rozpoczęliśmy zwiedzanie o ile można to było tak nazwać, bo ze względu na wielki tłum pielgrzymów nie dało się niczego obejrzeć. Wieczór był męczący właśnie ze względu na tą wielką masę ludzi, która ściągnęła do Galicji na święto Świętego Jakuba. Spotkaliśmy Kenta, z którym umówiliśmy się na wieczór na Praza de Immacullada (widok niżej), by obejrzeć odpustowy pokaz fajerwerków.

Pokaz był piękny mimo tego, że siedzieliśmy niejako „za plecami” bazyliki, na froncie której były głównej efekty.

Po zakończeniu spotkaliśmy się jeszcze z Judith i Anke, by następnie udać się w drogę powrotną do schroniska. Skorzystaliśmy z taksówki, która kosztowała nas 8 euro. Po 2 nad ranem już spałem smacznie. Tym razem nie były mi potrzebne zatyczki do uszu, zwyczajnie byłem zbyt zmęczony aby mogło mi przeszkodzić w zaśnięciu czyjeś chrapanie.

Ps. Na koniec jeszcze krótki filmik z fajerwerkami, który zrobiła Asia – możecie zobaczyć przy jaj wpisie – TUTAJ.