Dzień X: Almuna – La Caridad

floresqaFloresqaLeave a Comment

Dzień X – czwartek, 15.07.2010

Trasa: Almuna – Luarca – Otur – Villapedre – Pinera – Villaoril – La Colorada – Navia – Jarrio – Cartavio – La Caridad (30,5km)


Dziś wyruszyliśmy o 6:30. Dużo się dotychczas działo, więc byliśmy trochę zmęczeni. Gdy tylko nadarzyła się okazja przycinaliśmy komara. Dzień rozpoczęliśmy od pysznej kawy z mlekiem, potem śniadanie na jakiejś polance. Po drodze trochę się rozciągnęliśmy, bo Judith się wywróciła i zostałyśmy z Paulą z tyłu, żeby sprawdzić czy wszystko jest w porządku. Poza tym pochłonęły nas rozmowy z dziewczynami na różne – jedne ważniejsze, a inne mniej istotne tematy… Niedługo potem dołączyli do nas Alex i Patrick, więc szliśmy w 8 osób.

Około południa poszliśmy na drugie śniadanie i wypiliśmy pyszny sok owocowy. Droga mijała raczej spokojnie, do albergue dotarliśmy w okolicach godz. 16.00. Paula poszła z Belgijkami na plażę, a ja zrobiłam w tym czasie gigantyczne pranie. Udało mi się też chwilę porozmawiać z rodzicami. Taka rozmowa bywa nieraz lepsza niż najlepszy powerade. Potem jeszcze tylko zupka chińska i małe spotkanko przed budynkiem, by uczcić to, że obie z Paula dostałyśmy się na studia. Radość nasza była przeogromna. Zwłaszcza moja, ponieważ nie przypuszczałam, że dostanę się wszędzie gdzie składałam dokumenty. Wtedy chciało mi się śmiać i płakać, bo trzeba było podjąć ważną decyzję. Teraz już tylko cieszę się myślą, że zacznę polonistykę (z nadzieją, że może w dalej nieokreślonej przyszłości zostanę nauczycielką), a Paula swoją ukochaną iberystykę.

Tradycyjnie na wieczór do albergue zawitał Marek. Gdzieś się po drodze zgubił, gdzieś przespał, gdzieś odrobinę zmienił szlak. Oto jest prawdziwy włóczykij. Chyba najbardziej wolna dusza na całym Camino. Patrzyliśmy na niego niejako z pewnym podziwem, ponieważ „mało jest na świecie rzeczy tak zaraźliwych jak wolność”.