Dzień I: Lublin – Kraków

floresqaFloresqaLeave a Comment

Zaledwie kilka chwil temu nasza przygoda dobiegła końca. Jaki był jej finał? Jak wyglądało nasze Camino? Co ciekawego spotkało nas na trasie? Te wszystkie pytania kołatają nie tylko w naszych głowach. Dlatego właśnie postanowiłam opisać ten wyjazd, który okazał się dla wszystkich prawdziwą Przygodą Życia.

Dzień po dniu postaram się nakreślić  trasę wędrówki i opisać wszystkie zdarzenia, albo przynajmniej te najważniejsze, które najbardziej zapadły nam w serca. Pisząc te wspomnienia będę korzystała ze swojego pamiętnika, który pisałam w drodze – można więc mieć pewność co do News i dokładności wszystkich relacji. Mam nadzieje, że pisząc bloga dam szansę przeżyć choć cząstkę tego, czego my doświadczyliśmy wszystkim tym, którzy na Camino pójść nie mogli. I zdając sobie doskonale sprawę z tego, że żadne słowa nie są w stanie wyrazić naszych emocji i odczuć, podejmuję to wyzwanie mając nadzieję, że jeszcze choć na chwilę zdołam się przenieść w czasie do tamtych chwil – jednych z najpiękniejszych w życiu…

A teraz proszę o zapięcie pasów i… Buen Camino!  🙂

Dzień I – wtorek,  6.07.2010.

Trasa: Lublin – Kraków


Pożegnanie...W końcu nadszedł ten dzień. Kilkunastodniowe przygotowania nareszcie się zakończyły i możemy wyruszyć w drogę na powitanie nowych przygód. O godz. 16.00 spotykamy się na dworcu PKP. Krótkie zapoznanie naszych rodziców, wymiana telefonów, kupowanie biletów.

I już wsiadamy do pociągu, w którym Beata i Marcin zajęli nam wcześniej miejsca. Po raz ostatni wychodzimy, żeby się pożegnać.

Jeszcze kilka dobrych rad, jakieś wskazówki, ostrzeżenia, a potem gwizdek konduktora i… w drogę! Postacie robią się coraz mniejsze i mniejsze.. Machamy dopóki sylwetki rodziców zupełnie nie znikną nam z oczu. Lublin zostaje za nami, ale wszyscy jesteśmy skupieni na tym dokąd zmierzamy. Zapowiada się bowiem ekscytująca podróż.

Co nam przyniesiesz Camino…?

W pociągu tak naprawdę zaczynamy się poznawać. Czas nam upływa na rozmowach, rozwiązywaniu zagadek, opowiadaniu historii itp. Jest spokojnie. Podróż Lublin – Kraków trwa 5h. Ok. 21.00 dojeżdżamy do Krakowa, gdzie wita nas rzęsisty deszcz. Idziemy na przystanek, a potem walka z automatem z biletami mpk. Bez większych problemów udaje nam się dotrzeć do mieszkania Beaty, w którym spędzimy ostatnią noc przed wyjazdem. Na miejscu próbujemy się przepakować – nasze plecaki okazały się zbyt ciężkie. Z czegoś trzeba zrezygnować, z czegoś co tylko MOŻE się przydać. Zostawiłam kurtkę od deszczu, jakieś kremy, przybory do pisania (za wyjątkiem jednego długopisu), impregnat do butów i tym sposobem „odchudziłam” nieco swój plecak. Zupełnie wykończone około północy padłyśmy z dziewczynami niemalże tak jak stałyśmy…